About
Accounts
Friends
-
Loading…ImNotOK 5 days ago
Click here to check if anything new just came in.
May 05 2012
Dziwki, śliwki, robaczywi.
Dziwki, śliwki, robaczywi.
Normalny spokojny wieczór, majowy, a jakże. Spokojny dla tego, że majówka już się kończy, zapewne większość ludzi w tym czasie, razem zemną, ze smutkiem wspomina ostatnie dni, niektórzy jeszcze zdobywają osiągnięcia ostatnich niedobitków, tuż przed powrotem do normalności po długim, leniwym acz aktywnym długim łikendzie.
Bez ręki trudno się odnaleźć, trzeba na nowo nauczyć się jeść obiady, łapać za klamki, uważać na schodach z poręczami. Przynajmniej mam obie nogi, nic mnie nie hamuje w rozwoju i parciu na przód. Ale o mało co, i ich bym nie miał – obu. Jak to nie wiele trzeba, aby z porządnego, szanującego siebie obywatela świata wyjść, stać się osobą, która desperacko potrzebuje utraconej kończyny. Nie jest ważne, że będzie inna, nie jest ważne, że dłuższa, lub krótsza. Narodowość lub rasa, też nie za wiele ma tu do powiedzenia. Ważne, aby pasowała. Aby łapała poręcz przy upadku, aby nakładała idealne porcje na widelec.
W dzisiejszych czasach transplantologia jest dosyć niewdzięczną dziedziną medycyny, ponieważ, aby miała prawo funkcjonować przeważnie musi ktoś umrzeć. Niezbyt fajna perspektywa, ale jednak, za cenę jednego, można uratować wiele żyć.
Nie chce teraz tutaj pisać to tym, co tak na prawdę mam do powiedzenia i już prawdopodobnie, przynajmniej tutaj nie opublikuję ale mogę chociaż zrobić to, co umiem dobrze – owinąć w bawełnę, a przede wszystkim liczyć, że ktoś, anonim kiedyś może zrozumie o czym mowa. Jak tak, to niech się odezwie, było by miło.
Tak jak inwalidzi, tak jak ja nie mam już czegoś co sprawiało, że czułem się co najmniej kompletny. Czułem się zawsze świeżo, zawsze wzniośle. Miałem cele, marzenia, plany, które z powodu nie do końca mi jasnych przyczyn, ich nagłe pryśnięcie, jest trudne do zrozumienia i pogodzenia się z tym, ale wiem przynajmniej jak to wygląda z mojej strony i co czuję a dzięki mojej wścibskości mam też stronę rzeczy martwych – jak jebana mata hari. Niezbite dowody, na powolne rozcinanie skóry przedramienia, staranne wybieranie i selekcje żył, mięśni. Przecinanie naczyń krwionośnych i piłowanie kości podczas mojego snu. Tak to chyba idealnie opisuje jak to wyglądało. Choć przebudziłem się na moment, ale myślałem, że to zły sen. Jednak był prawdziwszy niż się zdawał, nawet teraz.
Ale w końcu rękę ujebało, prawą – najbardziej zaufaną.
Ujebało przy samym stawie. Bolało.
Bolało bardzo, ale krótko.
Tak krótko, że szczerze powiedziawszy, nie zareagowałem na brak bólu – ale to chyba dobrze. Przynajmniej tak mi się zdaję, a jak będzie to czas pokaże. Ale jeszcze o tym później.
Obecnie jestem na etapie jednorękiego bandyty, wciąż z tym samym wdziękiem, choć lekko większą goryczą w sobie ale przede wszystkim z uczuciem tak prawdziwym, którego synonimem może być utracona ręka, z tym, że w anagramie. Nienawiść i obrzydzenie tak prawdziwe, jak to co widzicie i czujecie po wizycie w ustępie po ruchach perystaltycznych, a raczej po tym, co z nich wyniknęło. Tak czy siak, jak wyśmienicie gówna bym nie nazwał to i tak by jebało tak samo, może tylko smak słowa był by bardziej wykwintny, ale co mnie to.
Jak już wcześniej opisałem, ten koszmar, który jednak stał się przykrą rzeczywistością, to nadmienię tylko w przedsłowiu, że gdyby tak się to skończyło to jeszcze bym się TERAZ uśmiechną, lecz obecnie to jak na razie jestem skory jedynie do przedśmiertnych podrygów, ale kto wie… może kiedyś, ktoś, gdzieś… jak dawniej, ale jednak nie skurwysyn i nie pizda. Kto wie?
W każdym razie, mam jeszcze parę słów do zwrócenia, jeżeli ktoś by pytał, czy długo jeszcze.
Najnowszą i bogu dzięki, ostatnią rewelacją okazało się całkowite, wręcz wyrwanie, całej ręki. Poszła w pizdu. Ale co ja mogę – krzyż na drogę i spierdalaj, goń!
Z tym, że w odróżnieniu, do wcześniejszych nowin, czułem jak nadcięte żyły pękają, mięśnie się rwą, rwą na strzępy. Kość zostaje wyłamana, jednym celnym szarpnięciem złamana i odebrana. A żeby była jeszcze większa heca, dodam, że cały ten zabieg, był pierwszym w dziejach, zakrojonym na szeroką, wręcz na międzynarodową, poza europejską skalę… i w dodatku zdalnie przeprowadzonym, zabiegiem nie chirurgicznym i aktem sponiewierania – taką mamy teraz technikę.
***
Najbardziej, oczywiście z rzeczy, lub bardziej cech ludzkich, nienawidzę głupoty, ale od niedawna również chamskiego lęku, strachu czy zwykłego tchórzostwa, które sprawia, że człowiek ma ochotę nie być człowiekiem, bo prócz intelektu i rozwiniętych postaw moralnych odróżniających nas od świata zwierząt, to samo życie, jego wolę, chęć życia robi z nas ludzi, bo bez tego jest tylko ciało, z mózgiem, który miał intelekt, był ludzki, pamiętał wspomnienia i będzie turbo przyspieszaczem w akcie drobiazgowego rozkładu dla trawy, fiołków lub dębu.
Głupota mnie przeraża – nie wiem co mogę po niej spodziewać. Ale tchórzostwo, zdaje się być jeszcze gorsze, bo atakuje z kieszeni, zza pleców, w każdym razie tak, że nie spodziewamy się kiedy jebnie w nas obuchem. A szczerość, jest tak przecież ceniona przez was wszystkich, przeze mnie również, ale staram się nie być hipokrytą, nie wszystkim to wychodzi. Głupota przynajmniej staje z nami twarzą w twarz.
Z tych wszystkich żalów, a najbardziej z tęsknoty za urwaną ręką powstały powyższe słowa, ale nie napisałem najważniejszej rzeczy.
Ta ręka, sama spierdoliła. Sama się odcięła, sama wyłamała.
- Cześć, spierdalaj.
Dziękuję, dobranoc.
December 17 2011
ef.mot.
July 23 2011
Uważam Rze...
„Słuchajcie! Słuchajcie! Ludzie…!” – Tak chciało się biegać i obwieszczać to, co doznałem ostatnio.
Jest tylko jedna rzecz, co potrafi mnie wyprowadzić z równowagi w mgnieniu oka, i tak naprawdę zdenerwować. Ludzka głupota – gdyby dało się nią zasilać fabryki już dawno efekt cieplarniany był by historią. Tak o Was mówię, no może nie wszystkich, ale w lwiej większości.
Jestem śmiertelnie wyczulony na to, kto co sobą reprezentuje, i tak jak na razie mnie nie dosięga czyjaś głupota to jest nawet śmiesznie, ale gdy już ktoś postanowi przenosić na mnie swoje śmiałe żale czy problemy, wtedy wybucham. Możecie to uznać za przesadę, ale naprawdę. Ci, co mnie znają, lepiej lub gorzej zapewne wiedzą, że trudno mnie zdenerwować, ale jak już komuś się to uda to są różne skutki, tak jak klocki domina, za wkurwem leci wkurw, aż kogoś nie zabije lub ochłonę. Lecz w przypadku głupoty jest jeszcze inaczej, ale to już moja słodka tajemnica.
W każdym razie, nie chciałem pisać o stanach mojej irytacji tylko o głupich ludziach. O części ludzkości, która jest demograficznie wyżej w każdym kraju od ludzi mądrych – no niestety.
Głupotę właściwie mogę podzielić na klasy społeczne, bo tak może lepiej obrazować i nie trudno o przykłady obrazujące.
Tak, więc chyba przyszło nam na rzadziej spotykanych, ale jak ktoś ma szczęście to „trudno się mówi” – mianowicie chodzi mi o ludzi starszych, którym leniwy a bardziej zastojowy tryb życia, być może doprowadza do furii - i sprawiają problemy, jak choćby cmentarnice – tak nazywam starsze panie, panów rzadziej, choć też się zdarzają, co na przykład w środkach komunikacji miejskiej panoszą się i proszą o eutanazję. Jestem mało oporowy w zasadzie, a raczej z ogółu (można w skrócie myślowym powiedzieć, że mam wyjebane na wiele rzeczy, które mnie nie dotyczą osobiście) i żeby ułatwiać sobie życie, najchętniej siadam w autobusie na podwójnych pustych siedzeniach, tuż przy oknie tak, aby jeżeli ktoś się do mnie dosiądzie, od razu mnie zablokuje i nikt nie będzie mi sapał nad uchem i przede wszystkim wymagał, abym ustąpił mu miejsca. Ale żeby nie było, że jestem taki aspołeczny to powiem, że ustępuje miejsca różnym osobom, ale to tylko, kiedy mam kaprys, no po prostu, też mnie bolą nogi czasem i komfortem samolubności mogę sobie siedzieć w tłumie skończonej mszy w niedzielę.
Impasem są miejsca siedzące, pojedyncze, częściej zdarzają się w tramwajach, ale wtedy zwyczajne są ładne widoki za oknem.
Po rencinach czas na ludzi obdarzonych małym intelektem aczkolwiek dużym pociągiem do alkoholu. Mowa o pijaczkach oczywiście. Nienawidzę, kiedy taki prosi mnie o drobne, ja zdążę odpowiedzieć tylko, że „płacę kartą, więc nie mam drobnych” a oni, przebiegli, oferują mi odprowadzenie do bankomatu lub oświadczają, że w sklepie, przy którym stoją można płacić kartą. No sory, ale nie po to w ogóle trudzę się wymyślając takie wymówki jak wyżej, aby koleś mnie jeszcze pouczał lub wywierał presję powiedzenia prosto w ryj „nie i chuj!”. Jak będę chciał to i z bankomatu wyjmę, ale na miłość boską dajcie mi spokój i get a job!
Już nie wspominając o takich, co się jeszcze kłócą z tobą o pragmatyczne rzeczy ogólno przyjęte za normę, typu hierarchia kolejki w sklepie i wpieranie, że skoro ktoś rozmawia przez telefon podchodząc do lady, to traci kolejkę za brak zainteresowania nawiązania kontaktu z ekspedientką. No kurwa, dziady nastały się w PRL-u to powinny wiedzieć, co to kolejka?! Jest to chyba najprostsza forma solidarności tłumu a zarazem brakiem życzliwości dla osób, które muszą niezwłocznie wyjść na chwilę przed swoją kolejką.
Przyszedł czas na dresiarzy i ogólnie pojętych „cwanych” ludzi. Tacy to już mnie roznoszą przy kontakcie wzrokowym gdzieś na horyzoncie. Widzę takiego, to od razu mnie nosi. Wiem, że we łbie ma tylko opcje jak by się tu najeżać, dragi, dyskoteki + łatwe dziewczyny, jak by cię tu ojebać i masz jakiś problem? Który oni sami stwarzają tak w ogóle. No po prostu gdyby połączyć „Raport mniejszości” z sexmisją to normalnie ideałem było by sterylizowanie istniejących egzemplarzy i eliminowanie osobników, które tylko przejawią jakieś tendencje do bycia idiotą. Wiem, że może jestem skrajnie poglądowy, ale nic nie poradzę na to, że wszelka głupota ludzka mnie drażni jak drapanie po tablicy i że swoim jeszcze krótkim życiu zdążyłem się na głupotę uculić. Nie idzie wytrzymać.
Ale ostatnią grupą są ludzie, po których nigdy nie spodziewałbyś się, że są umysłowymi ascetami. Mówię to nie o kimś, czymś konkretnym, ale o tym, jak idziesz ulicą i idiotą okazuje się być osoba, która na takiego nie wygląda, to wręcz boli. Tacy, co nie rozumieją, co się do nich mówi też się zaliczają, a jeszcze lepszą „zabawę” sprawiają mi osoby, które idą w polemikę z armią ze StarCrafta - wyimaginowana i monotematyczna. Takich to wiadomo, łatwo zagiąć, ale uwielbiam rozmowy, które ostatnie wypowiedziane słowo przez oponenta brzmi spierdalaj, czy mu podobne. Wtedy biją fanfary i małe dziewczynki sypią płatki róż z balkonów.
Denerwuje mnie głupota ludzka jak nic innego na świecie, wystrzegam się jej jak ognia, a i tak jestem nią otoczony 100% czasu i tak już będzie dopóki nikt nie wymyśli sensownego planu na przeciwdziałanie głupocie. Do tej pory nadal niewinni ludzie będą szli do więzienia, za wymierzanie na przykład własnoręcznie sprawiedliwości, jakiej jakiś kretyn musiał się doczekać. Dalej będziemy mieli bezsensowne ustawy, prawo a mandaty będą się szerzyły niczym papier toaletowy, perforowane co jakiś czas dla lepszego, szybszego dostępu.
- a wiecie, co mnie podkusiło do napisania tego tekstu? Nowy numer „uważam rze”,
bo to gazeta skrajnie tępa, głupia i bezsensowna, że czytając ją miałem wrażenie, że jest ona wydawana na złość komuś, w domyśle takim osobom jak ja.
Jest w niej, prawie na samym początku taka rubryka, w której pisze się o osobach niewygodnych dla samej gazety. I szczerze mówiąc czepianie się brody Hołdysa i wytykanie mu tego, że zrobił to aby dodać sobie animuszu i przy okazji dziecinnie się naśmiewając z tego, co właściwie robią, a przede wszystkim ujmując mu właściwie za to, że jest dzisiaj znany bardziej z tego, że jest działaczem wielu kampanii a nie z tego co wypowiedział czy z jego prywatnych poglądów, z którymi nie ma rady się nie zgadzać, no przykro mi.
Panowie, wyjdzie z piaskownicy, Panie Wildstein, czas do domu. Proszę.
July 16 2011
“— Stachura”
- Pozostaje żyć. Po prostu i cudownie: żyć. Nie: chcieć żyć, lecz: żyć.
Dzisiaj mam zamiar upić się na mądro.
July 14 2011
July 12 2011
OJ TAM OJ TAM KURWA!
tak! kurwa, bo po co. ja pierdole, ciągłe pierdolenie o motorze ekonomii i przedsiębiorczości jest kurwa nie związane zupełnie w chuj z tworzeniem czegoś swojego, aby sprzedawać wyjebane w kosmos, zajebiste usługi, z 70% na gwarantowany sukces. bo po chuj, ciężko harować na własny sukces, jak może coś swojego zacząć i nie cierpieć czekając na pierwszy kiedy wpływa marna wypłata na konto za którą nawet kurwa cukru się nie kupi.
May 10 2011
zza otwartego okna wlewa się do domu huk jeżdżących samochodów i tramwajów, nagle Darek pyta:
- co tu tak szumi?
- Bałtyk wylał.
May 09 2011
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...




